sobota, 31 stycznia 2015

Podsumowanie stycznia





Kolejny miesiąc za nami, Dla mnie był niezwykle udany, może ze względu na ferie, które już mi się kończą *szloch*. Książek dużo nie przeczytałam, ponieważ skupiłam się na oglądaniu serialu Pretty Little Liars, który niezwykle mnie wciągnął. Ale z oglądaniem u mnie jest różnie, nie umiem wysiedzieć te 45 minut odcinka, więc przewijam. No ale cóż.
Prowadzić bloga zaczęłam w połowie grudnia, więc jesteśmy razem już z jakieś półtora miesiąca. Bardzo dziękuje wszystkim za czytanie tych wypocin i wyrażanie swoich opinii.

Przeczytane książki:
Gorączka Dee Shulman- wkrótce recenzja
Jak poślubić wampira milionera Kerrelyn Sparks- wkrótce recenzja
Przez burze ognia Veronica Rossi- recenzja
Przez bezmiar nocy Veronica Rossi- recenzja
Wielki Błękit Veronica Rossi- recenzja
Upadli Lauren Kate- wkrótce recenzja
Ilość przeczytanych stron: 2336
Najlepsza książka: Jak poślubić wampira milionera
Najgorsza książka: Upadli

Idąc ku celu, czyli recenzja książki "Wielki Błękit"

W końcu zabrałam się za ostatnią część tak bardzo przeze mnie wychwalanej trylogii. Mówiąc szczerze, kończąc drugą część, zostałam z wielkim zapotrzebowaniem na więcej. Czy dostałam to co chciałam? Czy i tym razem autorka pokazała klasę, i z werwą zakończyła tę oszałamiającą trylogię?

Świat zginie bez nich
oni zginą bez siebie


Aria i Perry są o krok od Wielkiego Błękitu – miejsca, gdzie nie ma eteru i niebo nie płonie. By się tam znaleźć, muszą uwolnić porwanego Cindera, bo tylko z nim przedostaną się na drugą stronę eterowej ściany.
Czy Osadniczka i Dzikus zdołają skłonić do współpracy skłócone od stuleci plemiona, zanim nieokiełznany żywioł pochłonie ich świat? Czy znajdą szczęście pod czystym niebem?

Tytuł: Wielki Błękit
Autor: Veronica Rossi
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 368
3 tom trylogii Przez burze ognia






To było dla mnie nie lada zaskoczenie. Nie miałam nawet pojęcia, że to się tak skończy. No nie no, może i miałam, ale złe przeczucie mnie nie opuszczało pobudzając moją wyobraźnię do zabójstwa mózgu. Serio. Idealnego zabójstwa.
Końcówka była tak pełna zwrotów akcji, że nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać. Ale zacznijmy od początku, czyli po skrócie od fabuły.

Jak sam tytuł mówi, nasi bohaterowie są o krok od Wielkiego Błękitu- miejsca gdzie nie ma eterowych burz. Wszystko się rozpada, panuje chaos i zamieszanie. To co znaliśmy, za chwilę się rozpadnie- wszyscy zginą. By się tam dostać muszą uwolnić porwanego Cindera, bo dzięki tylko jego mocom mogą przedostać się na drugą stronę 'eterowej ściany'. Spod panującego chaosu Perry i Aria muszą skłonić do współpracy oba skłócone od stuleci plemiona, i wraz z nimi przedostać się do Wielkiego Błękitu, zanim żywioł ich pochłonie. Czyli innymi słowy, mają bardzo dużo roboty. Czy przeciwności losu ich od siebie oddalą? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie przeczytać tę książkę.

Czym jest tytułowy Wielki Błękit? Możemy tutaj użyć wielu określeń, namyślać się, czy szukać informacji w książce. Ja też tak robiłam, nie martwcie się. Ale po przeczytaniu książki odpowiedź przyszła mi z taką łatwością, że aż mnie to zaszokowało, a mogę nawet rzec, zirytowało. Przecież tyle myślałam! Ale nie zawsze mocne dążenie do prawdy jest skuteczniejsze od poczekania na idealną chwilę. Albo jest.
Każdy ma swój Wielki Błękit. Kącik w którym czuje się bezpiecznie, gdzie zawsze może wrócić. Miejsce, w którym czujemy się jak w domu, bo jest naszym domem.
Nasi bohaterowie szukali takiego miejsca, gdzie będą mogli żyć spokojnie, bez strachu o jutro. Czy im się udało?

"- Twoje spodnie opadają naturalnie?
Roześmiał się.
- Tak. Poczekaj, aż zjadą jeszcze niżej, będzie bardzo naturalnie."


Tym razem mamy tu masę akcji, decyzji od których zależą losy wszystkich ludzi i ... lojalności! Wszystko aż iskrzy humorem i zarazem powagą oraz desperacją.
A skoro wspominamy o lojalności, każdy z bohaterów w tej części był niesamowity! Nawet lekko nielubiany przeze mnie ojciec Sorana zyskał wiele punktów. A nawet masę. Perry, Aria, Marron, Cinder, Soran, Roar i inni- wszyscy wykazali się odwagą, i pokazali na co ich stać. Wszyscy mieli ten sam cel- przeżyć. To ich zjednoczyło i wypełniło całą książkę wartościowymi wątkami.
Muszę stwierdzić, że ja również coś z tego wyniosłam. Może nie za dużo- no ale to zawsze coś!
Książka nie jest wybitna, nie spodziewajcie się po niej czegoś niemożliwego, bo jest to luźna młodzieżówka, która swoją lekkością, a zarazem niezwykłością przykuwa uwagę czytelnika.
No i jak mogłabym zapomnieć o miłości! Miłość miłością, ale przywiązanie do siebie głównych bohaterów i ich ciekawe rozmowy mogę uznać za słodkie... :D
Trylogia ta zawieruszyła się w moim serduszku i jestem pewna, że jej nie zapomnę. Bitwy, wszędzie walka... Kocham takie klimaty!

"Wreszcie dziękuję Wam, Drodzy Czytelnicy - za to, że zechcieliście poznać historię dziewczyny i chłopaka, którzy dokonali czegoś niezwykłego. Kolej na Was. Obierzcie właściwy kurs i odnajdźcie swój Wielki Błękit. Wiem, że Wam się uda."

Muszę stwierdzić, że tą część czytało mi się najlepiej z wszystkich trzech. Podejrzewam, że to dla tego, że było tu dużo akcji, a sam fakt, że to już koniec historii zmiękcza moje serce. Nie będę się nad tym rozwodzić, dodam tylko tyle, że jeśli komuś podobały się wcześniejsze części, to bez zbędnego gadania musi przysiąść do czytania tej książki. Pozdrawiam i do następnej recenzji.

9/10


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Przeciwko całemu światu, czyli recenzja książki "Przez bezmiar nocy"

Powracam do Was z recenzją kontynuacji trylogii "Przez burze ognia". Z wielkim zapałem przystąpiłam do czytania tej książki i muszę stwierdzić, że tę pozycję, tak samo jak część pierwszą pożarłam w kilka godzin. Ale czy jest lepsza od swej poprzedniczki?

Dwa wrogie światy
połączyć może tylko miłość

Przeżyli eterowe burze, ale czy ich uczucie przetrwa bezmiar nocy?
Po miesiącach rozłąki Aria i Perry znów są razem, lecz ich wspólna przyszłość jest niepewna. Perry, nowy Wódz Krwi plemienia Fal, musi walczyć o zaufanie swoich ludzi. Aria zaś prowadzi sekretną misję. Do tego gwałtowność burz eterowych się nasila, a niekończący się półmrok spowija ziemię. Aria i Perry mają coraz mniej czasu, by odnaleźć Wielki Błękit. Czy zdążą, zanim bezlitosny żywioł zniszczy ich świat i marzenia o wspólnej przyszłości?

Tytuł: Przez bezmiar nocy
Autor: Veronica Rossi
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 352
2 tom trylogii Przez burze ognia






Od razu muszę stwierdzić, że pani Veronica Rossi pisząc tę pozycję nie straciła rezonu i nadal zagłębiała się w historię tej walecznej pary i bezlitosnego żywiołu. Podołała moim oczekiwaniom, utrzymując poziom, dzięki czemu czytając tę pozycję czułam w sobie dziwny triumf i ulgę, że nie dała  mi wątpliwości co do mojej opinii, że jest na dobrej, choć długiej drodze do bycia autorką bestsellerów.
Z początku bałam się, że autorka zapomni o eterze i skupi się tylko na miłości między głównymi bohaterami, ale na szczęście tak nie było. Nie chcielibyśmy przecież, by cała akcja zniknęła, a książka zamieniła się w kolejny Zmierzch. Świat został wykreowany niesamowicie. Wszystko się dopełniało, a sam pomysł rozwinięcia wymiaru, dodanie intryg i kłamstw przedstawia książkę w jeszcze lepszym świetle.

Burze eterowe nadal stanowią wielką przeszkodę, a nawet się nasilają zostawiając naszym bohaterom coraz mniej czasu, by odnaleźć Wielki Błękit. Czy Aria i Perry znajdą czas na rozwiązanie swoich problemów? Czy uratują świat?

"Miłość jest jak morskie fale, czasem delikatna i dobra, czasem gwałtowna i straszna, ale nie ma końca, jest silniejsza niż niebo i ziemia, i wszystko co je dzieli."

W książce znowu spotykamy się z głównymi bohaterami "Przez burze ognia" - Arią i Perry'm, w których zachodzą wielkie zmiany. Robią się odpowiedzialni i mają na swoich barkach losy wielu ludzi. Perry staje się nowym Wodzem Krwi plemienia Fal i musi walczyć o zaufanie i bezpieczeństwo swoich ludzi, a Aria prowadzi sekretną misję, od której mogą zależeć losy wszystkich wokół niej. Ale czy znajdą czas na miłość? Na to musicie odpowiedzieć sobie sami czytając tę książkę, lecz to od razu można stwierdzić, po opisie trzeciej części, jak zarówno po fakcie, że nie mogłoby być inaczej. Argh... No hello!

Coraz bardziej zaczęłam zakochiwać się w Perry'm. Serio. Niestety jestem osobą, która bardzo mocno przywiązuje się do bohaterów i koniec serii czy trylogii, która podbiła moje serce kończy się moim lamentem, i wielkim kacem książkowym. Boję się, że tu będzie tak samo... :(
Perry okazał się jedną z lepszych postaci, ponieważ wykazał się odwagą, lojalnością i był do szpiku kości prawdziwy.
Cud, miód i malinki.
Ale tak czy siak na pierwszym miejscu w moim sercu będzie Roar, którego nie wychwaliłam w recenzji pierwszej części, za co powinnam dostać jak największe baty. No bo jak można kogoś takiego ominąć, czy przynajmniej lekko zignorować!? Skandal. Muszę powtórzyć to co napisałam w poprzedniej recenzji (klik), czyli fakt, że Roar był i jest świetny! Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej części okazał się prawdziwym przyjacielem i oparciem dla Arii, i Perry'ego. Stwierdzam, że strasznie mu współczułam pod pewnym względem, którego nie mogę ujawnić, bo zepsułabym wam zabawę, ale jeśli czytaliście pierwszą część wiecie o co chodzi! :)

"Tęsknię za tobą.
Tęsknię. Tęsknię. Tęsknię.
Przygotuj się, bo kiedy znowu się spotkamy, już nigdy cię nie opuszczę."


Książka jest wciągająca i z strony na stronę robi się coraz bardziej interesująca. Czułam to samo co bohaterowie, a sam eter wywołał, nieprawdopodobną u mnie, dziwną melancholie.
Czytało mi się bardzo dobrze, a drobne rzeczy, których się czepiałam w poprzedniej części z lekka zanikały, ale nadal nie mogę powiedzieć, że ta książka jest niesamowita, ponieważ nie zasługuje na aż tak wielki epitet. Jest niezła, ale nie można powiedzieć, że porywa i rozkłada na łopatki. Systematyczność nie jest, aż tak bardzo widoczna jak poprzednio, a bohaterowie dają nam wiele lekcji z życia. No i mamy... MIŁOŚĆ.. i nienawiść... i... walkę... eter no i cóż, wiele uczuć.

- Denerwuję się, kiedy patrzysz na mnie tymi swoimi oczami.
- Innych nie mam.
- Nie chciałam przez to powiedzieć, że mi się nie podobają. 
- Wiem, co chciałaś powiedzieć.


8/10

środa, 21 stycznia 2015

Kiedy śmierć jest blisko, czyli recenzja książki "Przez burze ognia"

"Przez burze ognia" to pierwsza młodzieżowa książka, którą przeczytałam po długiej przerwie od pozycji dla nastoletnich odbiorców. Mój wewnętrzny łowca książek podpowiadał mi, że się nie zawiodę i miał rację. Ta niezwykła, a zarazem dziwaczna mieszanka sci-fi, romansu i fantasy, chociaż występuje w wielu książkach, w tym wydaniu mnie wkręciła i zrobiła wielką fanką książek antyutopijnych.

Rozdzielił ich świat
Połączyło przeznaczenie

Aria żyje w Reverie – rozwiniętym technologicznie świecie oddzielonym od dzikiej natury szczelną kopułą. Jak wszyscy Osadnicy spędza czas w wirtualnych Sferach dostępnych tylko za pomocą specjalnego Wizjera. Kiedy zostaje wygnana za przestępstwo, którego nie popełniła, wie, że śmierć jest blisko.
Perry jako Wykluczony musi walczyć o przetrwanie w brutalnym świecie plemiennych wojen, kanibali i eterowych burz. Udaje mu się przeżyć tylko dzięki wyjątkowym zmysłom pozwalającym wyczuć niebezpieczeństwo i ludzkie emocje.
Drogi Arii i Perry’ego się przecinają. Tylko Perry może ocalić dziewczynę od śmierci. Tylko Aria może pomóc mu odkupić winy. Razem rozpoczynają niebezpieczną podróż…


Tytuł: Przez burze ognia
Autor: Veronica Rossi
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 368
Ocena: 7/10
1 tom trylogii Przez burze ognia

Zawsze zastanawiało mnie jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Czy będziemy tworzyć harmonijną społeczność, czy odkryjemy nowe planety? Jak na razie nie umiemy odpowiedzieć sobie na te pytania, możemy tylko gdybać i snuć domysły.
Książki antyutopijne mają w sobie coś, na co odbiorca zwraca uwagę, czyli wyobrażenia o przyszłości, co jest niezwykle ciekawym tematem i akcję która w pozycjach tego gatunku jest niezbędna. Często też pojawia się w nich wątek romantyczny, który jest w większości wypadków magnesem na dziewczyny i kobiety. Ale to, czy książka wciągnie czytelnika, nie zależy tylko od wątku romantycznego czy postaci. Potrzebna tutaj, jak i we wszystkich innych książkach, dłoń ze stali, która pokieruje akcją, tematyką, bohaterami i wszystkimi wątkami. Tą dłonią jest pisarz, autor powieści. W tym przypadku Veronica Rossi, której należą się, przynajmniej moim zdaniem, brawa za dobre zarządzanie całym tym światem, i za nieprzewidywalne akcje, które czasami nawet mnie zaskoczyły i zmieszały. Pisanie książek antyutopijnych nie jest łatwe, ponieważ wystarczy jeden większy błąd by zmienić nastawienie czytelnika do powieści.Wszystko musi być domknięte na ostatni guzik, a pani Rossi, chociaż nie zawsze idealnie, wykreowała irracjonalny świat i poprowadziła akcje własnymi ścieżkami.

"Przeżyła na zewnątrz. przetrwała eter, kanibali i wilki. teraz wiedziała, jak kochać i jak pozwolić odejść. Cokolwiek się zdarzy, tez da sobie rade."


&
Książka opowiada o Arii, która żyje w Reverie- rozwiniętym technologicznie świecie oddzielonym od dzikiej natury szczelną kopułą, gdzie ból i strach to rzeczy błahe i niepotrzebne, zaś prawdziwe czynności zostały zamienione na wirtualne,  które niszczą ludzi od środka. Wraz z innymi osadnikami, czyli osobami żyjącymi w tym świecie  spędza czas w wirtualnych Sferach dostępnych tylko za pomocą specjalnego Wizjera. Jej osoba teoretycznie tkwi między dwoma 'płaszczyznami'. Gdy spędza czas w Sferach ciałem jest w Reverie, a duszą w niematerialnych miejscach.
Zostaje wygnana za przestępstwo, którego nie popełniła i musi zmierzyć się z prawdziwym życiem.

Perry jako Wykluczony musi walczyć o przetrwanie w świecie pełnym niebezpieczeństw. Żyje w świecie, gdzie panuje walka o przetrwanie, kanibale i eterowe burze.
Martwi się nie tylko o siebie, lecz również o swoją rodzinę. Udaje mu się przeżyć tylko dzięki wyjątkowym zmysłom pozwalającym wyczuć niebezpieczeństwo i ludzkie emocje.

Pewnego dnia ich drogi się przecinają, i tylko współpracując mogą osiągnąć swoje cele. Od tej chwili możemy obserwować jak ich relacje ubiegają zmianie i dowiadują się coraz to nowych rzeczy.

&
Z początku nie byłam dobrze nastawiona na Arię. No hej, zachowywała się jak zachłanna lala, ale jej zachowanie w podejrzanie szybkim czasie zmienia się. No ale cóż, nie wszystko może być idealne. A póki jesteśmy przy tym temacie, wielkim plusem tej książki jest właśnie fakt, że nie wszystko jest idealne, a przynajmniej bohaterowie. Zarówno Perry, Aria jak i inni mieli swoje wady i zalety, i można było im dużo zarzucić, co jest dobre i daje im pole do popisu. Książka obfita była w niesamowite postacie drugoplanowe jak np. Roar, ale nie wiem czy nie można go przypadkiem zaliczyć do bohaterów pierwszoplanowych. No ale i tak go KOCHAM! Nie wiem, czy moja miłość do niego wywiązuje się z faktu, że jest bardzo podobny do Jace'a z Darów Anioła, ale kto by nie pokochał chłopaka, który jest lojalny, oddany, miły i sympatyczny, oddany ukochanej, której nie może mieć, a zarazem lekko arogancki ale nadrabiający ślicznym uśmiechem. Nawet Soran był całkiem spoko, chodź z początku go nie lubiłam. Nie zapominając o Talonie, Molly, Marronie, i również Cinderze, mogę stwierdzić, że postacie były wspaniałe i każde z nich miało duszę.

Niestety ta książka, jak większość młodzieżówek była schematyczna- spotykają się, nienawidzą się, z czasem się kochają, odkrywają tajemnice i pokonują przeszkody. Na szczęście, czasami niespodziewana akcja, dodaje tej książce trochę więcej tajemniczości i uroku, ale tak czy siak mam dziwne uczucie, że czegoś mi tutaj brakowało.



Jak teraz tak patrzę, widzę, że moja recenzja wyszła jakoś chaotycznie, więc spróbuję jakoś to wszystko naprawić w końcówce.
Polecam tę książkę osobom zarówno nastoletnim jak i starszym, którzy lubią książki antyutopijne, nie boją się lekkiej przewidywalności w wydarzeniach, oraz lubią trochę romantyzmu, bo w tej pozycji to znajdziecie, nawet w dużych ilościach.

"Teraz kochała ogień za to, ze dzięki niemu może zakończyć każdy dzień tak jak teraz, ze może ogrzać przy nim dłonie i pozwolić mu przywiesić słodki ból wspomnień."



wtorek, 6 stycznia 2015

Czy polskie oznacza złe?


Dzisiejszy post będzie dotyczył książek autorów polskich!
Wiele razy napotkałam się z opiniami, że nie warto czytać polskich książek. Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia z jakiego powodu mamy tego nie robić. Niektórzy uważają, że polska literatura jest 'żałosna' czy 'na niskim poziomie'. Chciałabym podzielić się z wami moją opinią na ten temat! :)

Zaczynając od początku. 
Stwierdzenie, że 'wszystko polskie to złe' jest moim zdaniem bardzo niepatriotyczne, ale najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że my Polacy tak twierdzimy. Czyżbyśmy nienawidzili swojego kraju? Tak jest z wieloma rzeczami, ale zastanówcie się. Jak mamy zakończyć, czy przynajmniej uśmierzyć rasizm, jeśli powoli sami siebie zaczynamy nienawidzić? Musimy być obiektywni, a mieć własne zdanie, patrzyć na coś od dobrej strony, ale również zauważać minusy. Nie musimy wszystkiego lubić, ale ocenianie całej literatury społeczności na podstawie jednej książki jest po prostu moim zdaniem głupie. To tak jakbyśmy założyli, że w Ameryce jest dużo fast-food'ów, więc wszyscy tam pewnie są grubi... Sami widzicie jak to brzmi.

Wracając do tematu. Każda książka może być dobra, czy to napisana przez Polaka, Brytyjczyka czy Amerykanina. Są książki gorsze, są lepsze ale to nic, a nic nie zależy od narodowości. 
Sama przyznam, bardzo lubię literaturę zagraniczną, ale nie bronię się od literatury polskiej. 
Wszystko zależy od autora, ale autora nie jako państwo, ale jako osobę! 
Nie widzę sensu w ocenianiu całego państwa, na podstawie jednej osoby. Moim zdaniem jest to bardzo złe podejście. Przecież mamy u nas w Polsce masę niesamowitych autorów współczesnych jak np. Andrzej Sapkowski, Rafał Kosik, Katarzyna Berenika Miszczuk  czy uwielbiany przeze mnie Remigiusz Mróz.



Widzę, że trochę się rozpisałam, ale chciałam wam przybliżyć co ja uważam, a wiem, że jest to kontrowersyjny temat.

A wy lubicie polskie książki?
Może jakieś polecacie?

niedziela, 4 stycznia 2015

Cassandra Clare "Miasto kości" RECENZJA

Przychodzę do Was z nową recenzją!
Tym razem będzie to "Miasto kości" pani Cassandry Clare
Od razu powiem, że tę książkę, wraz z pięcioma kolejnymi tomami tej serii dostałam na święta! Cieszyłam się z nich jak dziecko dostające lizaka.
Od razu przepraszam za atrakcyjność posta, ale blogger się przeciwko mnie buntuje i już od kilku dni próbuję to naprawić.

"– Tamte dziewczyny po drugiej stronie wagonu gapią się na ciebie.
Jace przybrał dość zadowoloną minę.
– Oczywiście, że tak. Jestem oszałamiająco atrakcyjny.
– Nie słyszałeś, że skromność to atrakcyjna cecha?
– Tylko u brzydkich ludzi. Potulni może kiedyś odziedziczą Ziemię, ale w tej chwili należy ona do zarozumiałych, takich jak ja."


Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela.

Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich.

Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine’a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine’a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął…

autorka: Cassandra Clare
tytuł oryginału: City of bones
wydawnictwo: Mag
liczba stron: 512
kategoria: fantasy, fantasy romans
ocena: 8/10

Zakochałam się w tej książce od pierwszych kilku stron, choć nie była jakaś wybitna. Nie wiem, czy to przez sam klimat czy styl utworu. Ale wiem, że będzie mi trudno pisać obiektywnie, przez moją bezgraniczną miłość do Jace'a!

Wyobraź sobie, że na całym świecie przebywają wśród nas, pół anioły i pół ludzie, którzy mają za zadanie chronić nas przed demonami, czyli istotami niematerialnymi które podróżują między światami, siejąc strach i zniszczenie. Ich zadaniem również jest utrzymywanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, wilkołakami, wampirami, czarodziejami i wróżkami.. Dziwne nie? Od razu nasuwa mi się myśl, że to książka typu Zmierzch, gdzie główny wątek to wzajemne pożądanie głównych bohaterów. Ale mogę z ulgą powiedzieć, że się myliłam! 
Jest to książka napisana bardzo charyzmatycznym stylem, fabuła jest ciekawa i całość bardzo dobrze się czyta..
Każdy z bohaterów ma 'pazur', inni bardziej widoczny, a inni mniej. Spokojnie możemy stwierdzić, że wszyscy mają swój własny unikalny charakter.
Najbardziej chyba w tym wszystkim podobał mi się świat jaki stworzyła Cassandra Clare. Był moim zdaniem świetny, ponieważ wszystko miało ze sobą jakieś powiązanie, a ta magia się jako tako przeplatała między wszystkim. To chyba główny plus tej książki.


Książka opowiada o Clary, która dowiaduje się, że nie wszystko jest takie jak myślała. Oswaja się z myślą, że w jej żyłach płynie krew aniołów i próbuje zrozumieć wszystkie zagadki kłębiące się wokół niej. Wraz z przyjaciółmi, musi odnaleźć porwaną matkę i powstrzymać Valentine'a, który chce zniszczyć wszystkich podziemnych. W między czasie między nią, a Jace'em zaczyna iskrzyć.

Czas na minusy. Głównym minusem w tej książce jest chyba czasami denerwująca główna bohaterka. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mi się kojarzy z wszystkimi tymi 'twardymi' pannami z książek fantasy, które niby są takie niezwyciężone. Ale to tylko moje odczucia.

Mogę stwierdzić, że czytałam tę książkę tylko ze względu na Jace'a, którego kocham, choć czasami zachowuje się jak nadmuchana lala. Jeśli chodzi o Simona, moim zdaniem jest to jedna z najbardziej realnych postaci w tej książce, ale nie załapał się na moją listę ulubionych bohaterów. Jest to kontrowersyjny temat. :)


Postacie są bardzo barwne i zabawne, ale tak i tak bohaterem który podbił moje serce jest Jace!
Ten jego cięty dowcip, dziwne poczucie humoru i sarkazm to jak on to ujął "opoka dla jego wewnętrznego bólu". Chociaż zachowuje się jak twardziel, gdzieś tam w środku ma miękkie serduszko.
Pokochałam go, śmiałam się z jego sarkastycznych uwag i no... KOCHAM GO.

Całość aż iskrzy się humorem, sarkazmem i przekomarzaniem się postaci! Uważam, że pani Cassandra Clare, miała tutaj wielkie pole do popisu, i jak w największym stopniu to wykorzystała.

"Tam, gdzie jest nieodwzajemnione uczucie, występuje nierównowaga sił. Można ją łatwo wykorzystać, ale nie jest to mądre postępowanie. Miłości często towarzyszy nienawiść. One mogą istnieć obok siebie"

Jeśli nadal uważacie, po tylu przeczytanych recenzjach (jak nie przeczytaliście, bierzcie się do roboty), że jest to zwykła młodzieżówka, jedynym lekarstwem na wasza i moje ugodzone serca to przeczytanie tej książki!
Dzięki bardzo charakterystycznym postaciom, samym pomysłem i humorem książka nadaję się dla osób nie tylko młodych ale i starszych. Nie sposób się tu nudzić!
Sama w wielu momentach się śmiałam, najbardziej chyba przy bitwach słownym Simona i Jace'a i jestem pewna, że się nie nudziłam (czasami :D).

Recenzje wahają się między dnem, a arcydziełem. Niestety jestem jedną z osób które polubiły tę serię, może to ze względu na mój młody wiek i brak wykształconego wyłapywania minusów w książkach o różnych opiniach. ;d  Sama polecam, ale nie oceniajcie książki póki jej sami nie przeczytacie. Może się okazać, że Wam się nie spodoba, ale zawsze warto spróbować.

"-Jasne. Ale od lat nie mamy Kielicha, a ponieważ wielu z nas ginie młodo, nasz szeregi się kurczą.
- Czy wy nie... eee... - Clary szukała odpowiedniego słowa. - Nie rozmarzacie się?
Jace parsknął śmiechem. (...)
- Oczywiście, że się rozmnażamy - powiedział spokojnie. - To jedno z naszych ulubionych zajęć."


czwartek, 1 stycznia 2015

Podsumowanie grudnia

Wiem, to trochę dziwne, że piszę o podsumowaniu tak późno, ale nie miałam czasu.

Jak sami wiecie moja przygoda z blogowaniem zaczęła się właśnie w grudniu 2014r, więc to bardzo niedawno. Ten post to nawet nie tylko podsumowanie grudnia, ale również podsumowanie mojej całej dwutygodniowej działalności!



Nadal nie mogę uwierzyć, że to już koniec grudnia! W tym miesiącu przeczytałam sporo książek, z czego jestem dumna! Zrobiłam kilka pożytecznych rzeczy i mam wiele pozytywnej energii do rozpoczęcia kolejnego miesiąca i nowego roku! Przejdźmy więc do rzeczy.

Statystyki

Liczba przeczytanych książek: 9
Dotyk- Jus Accardo
Mroczny anioł- Maguire Eden
Byłam żoną seryjnego mordercy- Cathy Wilson
Usidlić piękność- Jordan Nicole
Tatuaż z lilią- Seno Ewa
Winter- Greenhorn Asia
Wszechświaty- Leonardo Patrigani
Miasto kości- Cassandra Clare
W otchłani- Revis Beth
Razem przeczytałam 3332 strony, co daje około 108 dziennie.
Liczba dodanych postów: 27
Liczba recenzji: 6
Liczba wyświetleń: 1340
Liczba obserwatorów: 13
Najpopularniejszy post: Gayle Forman- "Zostań, jeśli kochasz" RECENZJA

Zbliżamy się do końca! Bardzo Wam dziękuje, że jesteście ze mną już chyba dwa tygodnie! Mam nadzieję, że wy też dobrze wykorzystaliście ten miesiąc!