Czasami, gdy wiesz, że masz mało czasu, wiesz, że koniec cię goni, upadasz. Popadasz w depresję. Wchodzisz do czarnej dziury z której nie ma wyjścia. Tracisz nadzieję i wiarę, najważniejszą rzecz która trzyma cie przy życiu.
Nie możesz się poddawać. Musisz walczyć do końca sił. Nie możesz odejść bez walki.
"- Czujesz się lepiej?
- Nie - wymamrotał Isaac, ciężko dysząc.
- Tak to jest z bólem - odpowiedział Augustus, a potem spojrzał na mnie. - Domaga się, byśmy go odczuwali."
Hazel choruje na raka i mimo cudownej terapii dającej perspektywę kilku lat więcej, wydaje się, że ostatni rozdział jej życia został spisany już podczas stawiania diagnozy. Lecz gdy na spotkaniu grupy wsparcia bohaterka powieści poznaje niezwykłego młodzieńca Augustusa Watersa, następuje nagły zwrot akcji i okazuje się, że jej historia być może zostanie napisana całkowicie na nowo.
Wnikliwa, odważna, humorystyczna i ostra książka to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena, zdobywcy wielu nagród literackich. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia ekscytującą, zabawną, a równocześnie tragiczną kwestię życia i miłości.
autor: John Green
tytuł oryginału:The fault in our stars
wydawnictwo: Bukowy Las
ilość stron: 320
kategoria: literatura młodzieżowa
ocena: 6/10
Ale jednak, mimo słów, że jest to książka bardzo wzruszająca nie uroniłam podczas czytania ani jednej łzy. Nie powiem, że przemówiła do mnie bo byłoby to kłamstwo. Nie wiem, czy to może dlatego, że dużo razy nasłuchałam się jak bardzo ludzie płakali podczas czytania tej książki, czy dlatego, że za dużo od niej oczekiwałam. Obstawiam to pierwsze, ponieważ książka na prawdę bardzo mi się podobała. Nie wzruszałam się nad nią tak bardzo, ponieważ to co zostało w niej ukazane- śmierć i cierpienie, strata, jest wszędzie. To coś normalnego i realnego, choć nie powiem takie sytuacje poruszają coś w mojej duszy.
Myślisz o śmierci, chociaż masz tylko 16 lat. Musisz zmienić się z dziecka na dorosłego, który zna bóle życia. Musisz dorosnąć i zacząć rozumieć rzeczy o których inni w twoim wieku jeszcze nie myślą. Żyjesz ze świadomością, że w każdej chwili możesz opuścić swoich bliskich, że nie będziesz miał dzieci, nie wyjdziesz za mąż. Jesteś świadom tego, że powoli odchodzisz.

Książka opowiada o Hazel, która choruje na raka płuc i mimo licznych terapii dających perspektywę kilku lat więcej uważa, że to już koniec. Nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół i nie funkcjonuje jak normalna dziewczyna. Przechodzi ciągłe zabiegi, a jej nieodłącznym towarzyszem jest aparat tlenowy. Popada w depresje lecz na spotkaniu grupy wsparcia bohaterka poznaje Augustusa Watersa, który swoimi ideami i zachowaniem trafia do jej duszy. Właśnie wtedy następuje przełomowe wydarzenie w życiu Hazel. August z dnia na dzień zdobywa serce bohaterki powieści i przeżywa z nią piękne chwile, wyciągając ją z 'czarnej dziury'. Obydwoje odkrywają sens życia, zakochują się w sobie i cieszą się czasem spędzonym razem. Prawie zapominają o śmierci, która czeka na dogodną chwilę, by zaatakować.
"-Czasami ludzie nie rozumieją wagi obietnic, gdy je składają - wyjaśniłam.
Isaac spojrzał na mnie ze zdumieniem.
- No jasne, oczywiście. Ale i tak należy ich dotrzymywać. Na tym polega miłość. Miłość to dotrzymywanie obietnic wbrew wszystkiemu."

Nawet po długim czasie od przeczytania tej książki mam mętlik w głowie. Nadal nie ukształtowałam sobie opinii na temat tej powieści, lecz mogę stwierdzić, że jest niezła, a nawet bardzo dobra. Ale czy to wystarczy by mnie przekonać?
Tak, może wam się wydawać, że nie jestem obiektywna i wszystkim się zachwycam, ale umiem wyłapać błędy czy inaczej 'minusy' książki. Tutaj tych minusów nie umiem podać, może dlatego, że przeczytałam za dużo pochlebnych recenzji.
Wielu zachwycało się nad miłością tej młodej pary, którzy odnaleźli się w tym świecie pełnym smutku, a zarazem radości. Nie umiem tego zrozumieć. Wszystko fajnie, kochają się itp. ale nie jest to jakieś oryginalne. Jest wiele takich książek.
Ale nie miłość w tej powieści mnie poruszyła.
Przyjaźń między Isaac'iem, a Hazel i Augustusem była taka piękna i na miejscu. Tylko tym przymiotnikiem mogę wyrazić moje uczucia wobec tego wątku, by nie nadużywać innych słów.
Najważniejszym plusem w tej książce moim zdaniem, była realność. Green nie pokazał nam tutaj wydarzeń które miały nas bezgranicznie wzruszyć. Nie ubarwiał wszystkich wydarzeń. Pokazał realność choroby, śmierci, życia w ciągłym strachu. Nie rozpaczał nad bohaterami, dzięki czemu mieli on charakter, niezaprzeczalnie prawdziwy. Choć może czasem wydawało się to takie banalne i błahe,nie było złe, aż takie złe.
Bohaterowie byli tacy, jakich się spodziewałam w takich okolicznościach, lecz nie pogrążyli się w wiecznej żałobie. Dzięki sobie nawzajem, nadal korzystali z życia.
"Poszedłem rano do klinki i wyznałem chirurgowi, że wolałbym być głuchy niż ślepy. A on na to: „To nie działa w ten sposób”, więc ja: „Tja, rozumiem, że to tak nie działa. Mówię tylko, że wolałbym być głuchy niż ślepy, gdybym miał wybór, choć przecież wiem, że go nie mam”. A facet odpowiedział: „Dobra wiadomość jest taka, że nie będziesz głuchy”. Odrzekłem więc: „Dziękuję za zapewnienie, że nie ogłuchnę z powodu raka oka. Mam wielkie szczęście, że taki intelektualny gigant jak pan zgodził się mnie operować”."

Książka pokazuje uroki życia, radość, a także drugą stronę medalu- śmierć i realność.
To nie jest taka sobie młodzieżówka która pokazuje tylko miłość, na dodatek tandetną, tylko powieść która ukazuje nam, złe strony życia i, że powinniśmy dbać o nasze życie i brać z niego ile się da. Ale tak czy siak, nie mogę powiedzieć, że to wyciskacz łez i każdy się przy tym wzruszy, bo to nie prawda. Nadal nie rozumiem fazy na tę książkę, no ale cóż. Może jestem jakimś defektem w społeczeństwie.
"Ta powieść powstała z linii wydrapanych na papierze (...). Zamieszkujący ją bohaterowie nie mają żadnego innego życia poza tymi liniami. Co się z nimi dzieje? Wszyscy przestaną istnieć w chwili, gdy powieść się kończy."

Zgadzam się z Tobą, Green przedstawił całą historię bardzo realnie, niczego nie ubarwiał. Przepiękna ksiązka o której długo nie mogłam zapomnieć, z resztą do teraz o niej pamiętam, naprawdę warto było ją przeczytać!
OdpowiedzUsuńhttp://k-siazkowyswiat.blogspot.com/
Ja również nadal mam ją w swoim sercu. :)
UsuńCo tu dużo mówić? Po prostu uwielbiam <3
OdpowiedzUsuńnamalowac-swiat-slowami.blogspot.com
Popieram! :) <3
UsuńNiestety, nie zebrałam się ani na oglądnięcie filmu, ani na przeczytanie książki.
OdpowiedzUsuńMoże właśnie dlatego, że wszyscy wokół mnie mówią "jakie to super", "udało im się to dobrze przedstawić". Mam wrażenie, że zaczęłabym to czytać (szybciej bym przeczytała, niż oglądnęła - taki ze mnie mól książkowy) już z wyrobioną opinią. A tego nienawidzę. Wolę usiąść, nie wiedząc czego się spodziewać, a tu by tak nie było.
Przechodząc do recenzji, bo trochę odeszłam od tematu, brakowało mi tu więcej twojej opinii. Wiesz, coś w stylu - "kiedy czytałam fragment o..., to myślałam sobie ..., ale kiedy ona .., to ja...". Mimo to jest bardzo dobrze - przedstawiłaś wszystkie potrzebne informacje, wyraziłaś swoją opinię i zdobyłaś kolejną czytelniczkę - mnie :)
Jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałabym poruszyć. Zbierając się na pisanie recenzji, musisz być obeznana w gramatyce na tak zwaną "piąteczkę". A w tekście pojawiło się kilka błędów. Wytknę ci je, bo jestem pewna, że uda ci się na przyszłość zapamiętać i nie popełnić znowu tych samych, a pamiętaj, że to zwiększa atrakcyjność bloga (więc nie jest to moja czysta złośliwość, a chęć pomocy):
1. "Czasami, gdy wiesz, że masz mało czasu, wiesz, że koniec cię goni, upadasz." - wydaje mi się, że chciałaś podkreślisz ten moment, w którym nie ma już nic innego poza tym "wiedzeniem", ale w tym przypadku nie brzmi to dobrze. Zwiększ atrakcyjność bloga urozmaiconym słownictwem - nie powtarzaj tak często tych samych słów. Mogłoby to wyglądać np. tak: "Czasami, gdy wiesz, że masz mało czasu, a koniec cię goni [...]/ a koniec zbliża się nieubłaganie [...]
2. "która trzyma cie przy życiu." - po napisaniu wpisu, warto przeglądnąć go jeszcze raz. Takie zgubione ogonki, albo czasem całe litery, niepotrzebnie psują dobre wrażenie. Powinno być "cię".
3. "Musisz walczyć do końca sił" - to gramatycznie nie zabrzmiało zbyt dobrze. Gdyby przed "sił" dodać jakieś urozmaicenie, np. "swoich sił" - już byłoby lepiej, ale i tak to "sił" wydaje się tu być niepotrzebne - "walczyć do końca" brzmi naprawdę dobrze.
4. "terapii dających perspektywę kilku lat więcej uważa, że [...]" - po "więcej" powinien być przecinek, a nie po "uważa", bo w tym przypadku "uważa że" jest swojego rodzaju zwrotem/wyrażeniem. I znowu nie brzmi to zbyt dobrze -"dawać perspektywę kilku lat więcej" zamieniałabym na "dawać perspektywę kilku dodatkowych lat", albo "dawać perspektywę dłuższego życia"
Takich błędów jeszcze się trochę pojawiło, ale nie przejmuj się. Jestem pewna, że jeśli przeczytasz wpis jeszcze raz, to na pewno je wyłapiesz, a przede wszystkim, że nie uraziła cię moje krytyka.
Czekam na kolejne recenzje, a przede wszystkim zajrzę do jeszcze wcześniejszych, tam też pozostawiając komentarz.
Minoo,
healer-of-century.blogspot.com
Dodałam cię do "Czytam" :)
Boże, bardzo dziękuje za w końcu jakąś porządną krytykę! :) Wezmę sobie te rady do serca!
UsuńWiem, że w moich postach jest dużo błędów gramatycznych czy 'drobnych' błędów interpunkcyjnych, ale z dnia na dzień staram się coraz bardziej. Jestem tak i tak bardzo zadowolona ze swoich recenzji, bo jak na mój młody wiek (12 lat) nawet jakoś mi to wychodzi.
Jeszcze nad tym pracuję, nie wyrobiłam swojego stylu pisania, ale mam na to dużo czasu. Jak to mówią, nie od razu Rzym zbudowano.
Jeszcze raz bardzo dziękuje za takie pożyteczne rady! Chyba wezmę się do pracy i przeczytam teraz jeszcze raz tą recenzję, dopatrując się błędów. Bardzo mnie zmotywowałaś!
Masz dwanaście lat?
UsuńNo to mnie zaskoczyłaś!
Rzeczywiście, jak na dwanaście lat piszesz dobrze. Jesteś jeszcze w podstawówce? A może to pierwsza klasa gimnazjum? Tak, czy siak, recenzję dogłębnie poznałam na przełomie pierwszej-drugiej klasy gimnazjum, więc ciebie też to chyba czeka.
Co do kształtowania stylu pisarskiego - tak, masz jeszcze na to czas, ale myślę, że poza stylem liczy się też technika - mój sposób, który mogę ci zaproponować. Czytając książki notuj sobie na kartce różne określenia - "fantastyczny, interesujący, błahy, niezwykły, okropny, okrutny", itd. Po tygodniu takiego zbierania, czytaj te określenia co wieczór, przez kolejny tydzień (możesz też rano, po południu, czy kiedy tam chcesz, ja akurat mam czas wolny dopiero wieczorem), a zobaczysz, jak poszerzy się twoje słownictwo - to ułatwia potem pisanie wszelkich stylów wypowiedzi. Taki sam sposób możesz zrobić też z ciekawymi/nieznanymi ci słówkami - naprawdę się to sprawdza.
Cieszę się, że udało mi się cię zmotywować i nie uraziłam cię krytyką.
Pozdrawiam,
Minoo
healer-of-century.blogspot.com
Tak, jestem jeszcze w podstawówce! :) Twój sposób, moim zdaniem, jest świetny! Na pewno skorzystam! :)
Usuń